W terenie

Przedniak nad chyżą

Pod koniec października miałem przyjemność prowadzić spacer ornitologiczny na Festiwalu Conrada. Okazało się, że rano, na krakowskich Plantach, można zobaczyć nie tylko nieprzytomnych Walijczyków, Irlandczyków i Anglików. Owszem, ich też, ale uczestników spaceru bardziej ucieszyło blisko 20 gatunków ptaków. Kosy, wysoko na niebie kwiczoły, sikory dwóch gatunków, pełzacze, dzięcioły… Cały czas ględziłem, że powinniśmy zaraz spotkać kowalika (tego co potrafi schodzić głową w dół) i mysikrólika (tego co waży mniej niż 2 łyżeczki cukru). W czasie spaceru się nie pojawiły, zobaczyłem je chwilę po tym jak wszyscy rozeszli się do swoich spraw. Tak to już jest z ptakami, trudno się z nimi umówić na konkretną godzinę. Obiecałem, że wrzucę zdjęcie grupowe to wrzucam, chociaż przyjąłem dość nieszczególną pozycję.

dsc03706
Spakowałem rzeczy w moją bardzo niewykwintną torbę Ikei (Festiwal Conrada umieścił mnie w 5 gwiazdkowym Grandzie – spojrzenie starego boya było bolesne) i ruszyliśmy w Beskid Niski. Po północnej, polskiej stronie gór buczyny otrzepały się już z rdzawych liści. Żarzyły się żółcią igły modrzewi. Wszędzie ślady wyludnionych wsi. Krzyże. Sady na pustkowiu, place podwórek, pagórki podpiwniczeń. Cienie, bo nawet nie ślady, dawnych ścieżek. Przykra myśl, że to dawne, spokojne życie nigdy tu nie wróci.

Ptaków sporo, magurska specjalność, orły przednie dopisały. Były przynajmniej dwa, w tym pewien szczególnie aktywny młodzik, w pierwszym zimowym piórze. Niezapomniany będzie jego patrolowy lot nad Bartnem. Kilkanaście metrów nad wąską asfaltową drogą, tuż nad dachami łemkowskich chyż.

W lesie sporo sosnówek, gile, pierwsze tegoroczne jery. W dolinach zimujące, albo zwlekające jeszcze z wędrówką rudziki. Przy chatach ociągające się kopciuszki. Nad strumieniami nerwowe terkotanie strzyżyka. Dzięcioł białogrzbiety na jabłoni przed czyimś domem. Dzięcioł zielonosiwy, pasjonat elektryki.

Beskid Niski jest na swoje szczęście raczej mało oblegany przez turystów. Ludzie z jakiegoś powodu wolą pojechać w jakieś wyższe, „prawdziwe” góry. Późną jesienią jest tu bezludnie. I tu bezpłatna reklama: polecam schronisko w Radocynie, jego opiekun planuje zwinąć interes – Nadleśnictwo Gorlice podwyższyło mu koszty dzierżawy. Podobno chcą tam zrobić coś o wyższym standardzie. Moim zdaniem jest idealnie: czysto, ciepło, tanio. Śpieszmy się korzystać z pokoju bez łazienki – 20 zł/doba.

dsc03715

Reklamy
Zwykły wpis