gościnne występy

Legia, puszczyk i kuna

W sobotę, najbardziej upalny dzień lata wstałem o 4.20. Godzina do wschodu słońca i wciąż było gorąco, widać ziemia nie zdążyła ostygnąć przez noc.

Chciałem odwiedzić jeden mały rezerwat w okolicy, ale wyjechałem gdzieś indziej. Wydma, sterty śmieci, eternitowy dach, szklane butelki i ambona z wielkim napisem LEGIA. Skowronki borowe, zwane z niemiecka lerkami, które wyglądają jakby im ktoś oberwał ogony. „Pit-pilit” przepiórki z gęstej pszenicy.

DSC00350

Pokręciłem się bez szczególnych sukcesów, dopytałem ludzi czekających z mlekiem na skup. Przy drewnianym krzyżu skręciłem, podwoziem w dziurawej drodze przytarłem i wjechałem do lasu. Stara, opuszczona leśniczówka, TEREN PRYWATNY, w izbie ze starym piecem kaflowym siedział na drzwiach puszczyk. Zatoczył koło po pokoju i wyleciał przez wybite okno. Zgłębiłem się w las, bardzo ładny, stary grąd, miejscami prawie jak w Puszczy Białowieskiej. O 9.00 był już taki upał (nawet tu, w tym podmokłym, ciemnym lesie), że nic nie ćwierknęło. Orientacja mnie zawiodła, coś źle skręciłem i wychodzę raptem na jakąś wielką polanę. Z łąki zrywają się żurawie, klangorzą, a młody popiskuje. Piękna sprawa, ale tu miał być las. No nic, łudzę się, że zaraz za tą olszynką znowu wejdę między drzewa. Dochodzę do skraju a tu przede mną cholerna ambona z napisem LEGIA.

Wracam po śladach z tej niezbyt udanej wyprawy, a 100 metrów od samochodu, drogą truchta sobie kuna leśna, tumak. Przystaje, coś tam sobie węszy. I tak od krawędzi do krawędzi. Nasłuchuje. Na skrzyżowaniu leśnych dróg skręca w prawo i znika z pola widzenia. Widać, że korzysta z tej infrastruktury codziennie i słusznie, co będzie się przedzierać w gąszczu.

PS. Przez dwie godziny spędzone w podmokłym lesie zabiłem jednego komara. Komary to w tym roku wielka rzadkość. W ogóle zapomniałem jak wygląda meszka. Nie żebym jakoś tęsknił, ale godnie je zastępują te przeklęte gzy, dobrze że mają słaby refleks.

DSC00351

Reklamy
Zwykły wpis