przyroda miasta, W terenie, wisła

Malutka apokalipsa czyli burza nad Warszawą

Od kilku tygodni czytam na ornitologicznych listach o różnych wspaniałościach, które można zobaczyć na wiślanych łaszkach w okolicach Warszawy. O kilku gatunkach biegusów (w tym nigdy przeze mnie nie widzianym płaskodziobym), ostrygojadach (pięknych, brodzących ptakach z dziobem jak marchewka) czy rzadkim brodźcu pławnym. Do dziś byłem bezradny, bo nieobecny. W górach myślałem o tym, co tam jeszcze depcze wiślane błoto.

Koło 6 rano było już bardzo gorąco i pochmurno. Siewkowych najlepiej szukać na Wyspach Zawadowskich, ale bez samochodu trudno tam dotrzeć o świcie. Z Żoliborza to pewnie więcej niż godzina drogi. Pojechałem więc na dobrze znane miejsce na Bielanach. Wisła jest teraz bardzo płytka, bez trudu dostałem się na ławicę. Wśród kamieni leżały potrzaskane porcelanowe izolatory, oblepione glonami krzesła, dachówki i zupełnie nowa skrzynka po mandarynkach. W ciepłych, mulistych zatoczkach leżały setki piór, ryby rozpaczliwie machały do mnie płetwami nad powierzchnią wody. Gdzieś w Łomiankach szalała burza, a ja wypatrywałem ptaków. Były kwokacze, których płaczliwe głosy niosły się w porannej ciszy, kilka łęczaków drobiło między kamieniami. Piskliwce siedziały nieporuszone i patrzyły w napięciu jak brodzę po płyciźnie. Rodzina sieweczek przysypiała.

fot. łęczak, wrony i czubki głów kwokaczy, łęczak i sieweczki rzeczne

Na niebie śmigały jerzyki. Lada dzień ruszą do Afryki. Nad jedną z kałuż stanąłem oko w oko z kszykiem. Moje piwne oko i jego czarne oko. Jak dojrzała jeżyna. Cofnął się o parę metrów i czekał co zrobię. Sytuacja bez wyjścia. Wiedziałem, że w końcu odleci z pełnym pretensji okrzykiem : „kszyk, kszyk”.

DSC05850DSC05841

fot. kszyk

Tymczasem burza zamruczała jakoś nierealnie blisko. Na piasek spadło parę ciężkich kropli. Siedzenie na środku rzeki przestawało być zabawne, a z brzegów ulotnili się wędkarze. Jeżeli znad wody znikają wędkarze to znak, że czas zmykać. Z łęgu wyszedłem w zapadających ciemnościach (było po 7.00 rano), na moście Grota zapaliły się latarnie. Po 3 minutach byłem przemoczony do suchej nitki. W bramie pod domem, dwóch zadowolonych facetów rozpijało wódkę z kubków po jogurcie. Życzyli mi zdrowia.

DSC05865

Reklamy
Zwykły wpis
W terenie, Warszawski wielki rok

Wielki Rok czas zacząć

Pogoda była piękna, a przyroda zdawała się nie przejmować smogiem. Na Paszportach Polityki nadużyłem nieco alkoholi i było bardziej niż pewne, że we środę nie zrobię nic mądrego/ciekawego/pożytecznego. Podreptałem więc do Parku Kępa Potocka gdzie spotkałem przedziwną, nieznaną nauce kaczkę (prawdopodobnie mieszańca z kaczka domową) oraz nurkującego w jeziorku kormorana (zawsze zadziwia mnie swoim jaszczurczym wyrazem dzioba).

 

Bardzo ciekawie było nad Wisłą. Rzeka jest prawie całkowicie skuta lodem, na wąskich przesmykach między płytami pluskało jakieś 200 gągołów, nurogęsi i 3 bielaczki. I mnóstwo mew. Bielaczek to jeden z najpiękniejszych kaczkowatych (o czym nie przekonacie się z mojego zdjęcia). Na Bielany przyleciał z tajgi.

dsc04413

Ładnie bielaczka zrobił kiedyś Dominik Chrzanowski http://www.birdwatching.pl/galeria/kategoria/40-bielaczek-mergus-albellus/zdjecie/82450

Wróciłem do domu przez cichy i nieruchomy Las Bielański. Między drzewami było już widać bloki kiedy usłyszałem stukanie dzięciołów. Niestety aparat zdechł godzinę wcześniej.

Ps. Arjan Dwarshuis w ciągu minionego roku widział 6833 gatunki ptaków. Odwiedził zachwycające miejsca na całym świecie. Pisał i fotografował. Chciał zwrócić uwagę na problem ginących gatunków, nie wiem na ile mu się to udało, ale w pewnością przeżył przygodę życia. Pomyślałem, a może by tak coś podobnego w naszej kochanej stolicy? Zaczynam „Wielki Rok” w Warszawie – postaram się zobaczyć jak najwięcej gatunków ptaków od 1 stycznia do 31 grudnia 2017. Póki co mam 34 gatunki – dziś dopisałem czeczotki – wkrótce udostępnię listę. Wszystko odbywa się na słowo honoru, rzadszym ptakom postaram się zrobić zdjęcie. Może ktoś chciałby się ze mną pościgać?

Zwykły wpis
gościnne występy

Ryga, (Moskwa), Tatarstan – wyjazd zupełnie nie na ptaki

Trafił mi się taki piękny wyjazd ośmiodniowy. Z osobą, która na widok ptaków wzrusza ramionami, ewentualnie ziewa. Pierwsza była Ryga w chmurach, w wietrze i przelotnym deszczu. Miasto jakby znajome, ale jakoś do niczego nie podobne. Trochę Gdańsk, a jakby Praga. I cicha nadmorska miejscowość Vecāķi z ładną szeroką plażą i uderzającym brakiem reklam: GOFRY, SMAŻALNIA RYB, ZIMMER FREI. Na którejś z bocznych, wydmowych uliczek zerwał się pomarańczowy dudek – bardzo, bardzo ekstrawagancki w zgaszonych kolorach pochmurnego, nadmorskiego lasu.

 

Wspomnienie z Moskwy to zakorkowana pięciopasmówka i przemieszczanie się 10m/godz.

Swijażsk, twierdza na Wołdze (do której wpada w tym miejscu Swijaga i Szczuka), wybudowana przez Iwana Groźnego była bazą wypadową podczas wypraw przeciwko chanatowi kazańskiemu. Nad kopułami cerkwi Konstantyna i Eleny bujały dostojnie trzy kanie czarne, w chaszczach na ulicy Nabiereżnej improwizowała zaciekle łozówka. Jak zwykle niewidoczna. Po drewnianym płocie goniła rodzica kulka z rozdziawionym dziobem. Kulka była małą, żarłoczną białorzytką..

(na ostatnim zdjęciu zielonoświątkowa dekoracja w Cerkwi Troickiej)

Kazań, stolica republiki Tatarstan. Ładne secesyjne kamieniczki w centrum i okropne, monstrualne przedmieścia z sypiącymi się chruszczowkami i blokami z lat 70 i 80. Na kazańskim Kremlu znalazłem gniazdo gąsiorków w krzaku róży i przeżyliśmy bardzo intensywną burzę, którą przygnał ze wschodu gorący, stepowy wiatr.

(gąsiorek, białorzytka z Profsojuznej x2, wieża Söyembikä i „Fatima i słowik” z kazańskiego metra)

Ostatniego dnia wybrałem się do Parku Gorkiego, podobno jedynego dzikiego parku w mieście. Wszystkie tereny zielone w Kazaniu wyglądają jakby powstały 10, może 15 lat temu. Drzewa są drobne, cherlawe, posadzone zwykle w dużej odległości od siebie. Pięknie i miejscami dziko jest za to nad rzeką Kazanką. Nawet w okolicach ogromnej Kazan Areny (będą tu rozgrywane mecze Mistrzostw Świata 2018) widziałem bardzo pociągające trzcinowiska i plaże. Niestety nie było czasu by się tam zagłębiać. Park Gorkiego nie zawiódł, w ciągu godziny słyszałem w kilku miejscach kłótliwie nawołujące wójciki, zaterkotał na mnie słowik, a w wyschniętym drzewie usłyszałem nawoływania piskląt. Cofnąłem się kilkanaście metrów i błyskawicznie zjawił się dorosły ptak. Krętogłów, ten dziwny dzięcioł co nie kuje dziupli, straszy intruzów syczeniem i wężowym wykręcaniem szyi.

 

 

 

Zwykły wpis