Uncategorized

Przenosiny bloga!

Dzień dobry, zapraszam na dzikaochota.com! Zapraszam!
Hi, I’m moving out to dzikaochota.com! Join me!

Reklamy
Zwykły wpis
W terenie, wakacje

Wyspa jak wulkan

Wybaczcie Państwo banał w stylu „zwolnij”, „patrz w niebo”, „wyjedź do Toskanii”, ale dokonałem właśnie wielkiego, oczywistego odkrycia i nie zawaham się o tym powiedzieć: gorąco polecam 10 dniowe wakacje bez Internetu i pracy (bo bez Internetu). Szczególnie polecam wszystkim, którzy gonią trzy terminy równocześnie, nie mają siły się uśmiechać rano w tramwaju, których denerwują długie światła na placu Wilsona (i każde inne światła). Naprawdę przez 10 dni świat nie znika, a dobrze widać w jakiej fikcji żyjemy.
No więc nie byłem w Toskanii, byłem na Kubie. Tam po prostu nie bardzo jest Internet. Niby jest, ale nie można go złapać ot tak sobie, kiedy zwyczajnie przyjdzie nam do głowy zobaczyć co tam słychać u skrzynki odbiorczej. Z naszej, wygodnej, pierwszoświatowej perspektywy to wielki luksus. Nie będę tu zdawał relacji ze swoich wrażeń, bo to nie jest blog o wycieczkach. Poprzestanę na tym, że poza brakiem Internetu bardzo trudno idealizować tamtą rzeczywistość, puste półki, permanentne lata 60., brak podstawowych artykułów, cenowe nonsensy, nibyidealistyczną, utopijną bzdurę, w której państwo udaje, że płaci, a ludzie udają, że pracują, gdzie każdy kombinuje jak może, bo zarabia 20 dolarów miesięcznie i ma co miesiąc przydział kartek. Za mało żeby żyć, za dużo umrzeć z głodu. Kropka.
To nie był wyjazd na ptaki, ale zupełnie bez ptaków to ja już nie umiem. Nie byłem w ani jednym ptasim miejscu, w żadnym rezerwacie, wszystkie zdjęcia robiłem w parkach, w okolicy plaż, niedaleko zabudowań.
A więc chronologicznie:
Miejscowość Boca Ciega, okolice mikromiasteczka Guanabo. Piękna plaża, nabrzeże zniszczone przez huragan Irma, w sklepach głównie olej, ryż, fasola, papierosy, rum. Transport bryczkami. Dużo starych europejczyków w poszukiwaniu młodych Kubanek.
1. Sępnik różowogłowy, Cathartes aura, Turkey vulture, drapieżnik nr.1 na całej Kubie. Wielkości naszych orlików, lata nad wsiami i miastami, czasem tuż, tuż nad głowami przechodniów. Lubi wysokie budynki. Jest pogotowiem higienicznym obu Ameryk, gdyby nie on, w kubańskim klimacie co chwilę wybuchałyby epidemie. Sępnik lokalizuje padlinę po zapachu, w ślad za nim podążają inni pozbawieni węchu padlinożercy (np. kondor).

2. Lasówka kasztanowogłowaSetophaga palmarum, Palm warbler, niestety w mniej spektakularnym upierzeniu zimowym. Najpospolitszy obok wróbla ptak, wszędobylski, ciekawski, potrząsa ogonem jak nasze kopciuszki.

3. Wilgowron czarny, Quicalus niger, Greater Antillean grackle, jakby kubański szpak, z dziobem gawrona i złotym okiem. Dość pospolity na wsi, płochliwy, pogwizduje z koron drzew. Warunki do fotografowania ptaków na Kubie są trudne, bo kontrasty między dnem zadrzewień, a koronami drzew a otwartym terenem są olbrzymie. Mój aparat ledwo zipiał, pewnie dlatego nie zrobiłem mu ani jednego dobrego zdjęcia.

DSC06296

4. Gołąbeczek malutki, Columbina passerina, Common ground dove, jeden z najmniejszych gołębi świata, bardzo wzruszający i bardzo płochliwy. Lata szybko, najczęściej w grupach. Na ziemi przypomina przepiórkę, kiedy zrywa się do lotu dobrze widać rdzawe wzory na jego skrzydłach.

5. Czapla złotawa, Bubulcus ibis, Cattle egret, zupełnie taka sama jak na południu Europy. Gatunek inwazyjny, introdukowany na pocz. XX wieku.

Fotografowałem właściwie wszystkie ptaki, nawet te zdawałoby się znajome (dzięki temu mam zdjęcie np. bardzo podobnej czapli śnieżnej, o tym później). Śmieci na ulicy jest sporo, częściowo za sprawą huraganu, częściowo dlatego, że nie ma śmietników ani śladu edukacji w tym temacie. Reklamówki kosztują, dlatego jeszcze się je szanuje.

DSC06307

6. Gołębiak długosterny, Zenaida macroura, Mourning dove. Wszędzie pospolita, nieco mniejsza od sierpówki (również tu występującej i inwazyjnej).

7. Czarnobłysk palmowy, Dives atroviolaceus, Cuban blackbird. Inwencja polskich autorów nazw nie przestaje mnie zadziwiać. Zachowaniem przypomina szpaka, jest nieco większy. Zrobiłem mu słabe zdjęcia, bo za każdym razem myślałem, że będzie jeszcze okazja (podobnie jak z wilgowronem). Chyba go nie doceniłem, a to jedyny gatunek endemiczny, który widziałem na Kubie.

DSC06318

8. Przedrzeźniacz północny, Mimus polyglottos, Northern mockingbird. Ptak literacki, znany z powieści Harper Lee „To kill a mockingbird”, po polsku tytuł brzmi „Zabić drozda”, chociaż ten gatunek nie należy do drozdów. No cóż, czasem warto porzucić ścisłe tłumaczenie – „Zabić przedrzeźniacza” brzmiałoby trochę głupio i niepotrzebnie egzotycznie.
Ptak monogamiczny, bardzo wokalny, wszędobylski, mało płochliwy. Chętnie siada na antenach, płotach, liniach energetycznych. Osobnik sfotografowany wśród liści zwabił mnie szaloną arią wyśpiewywaną w upalne popołudnie.

9. Fregata wspaniała, Fregata magnificens, Magnificent frigatebird. Od zawsze, od zawsze ta nazwa działała mi na wyobraźnię, wprawdzie teraz nazywa się je raczej fregatami wielkimi, ale tak czy inaczej są wspaniałe. Jeszcze wspanialsze muszą być kiedy te czerwone worki pod gardłem samców wypełniają się powietrzem podczas tańca godowego.

Pamiętam, że pierwszy raz widziałem fregaty w słabym filmie „Rapa Nui”. A było to tak: Wyspa Wielkanocna, główny bohater bierze udział w wyścigu, stawką jest panowanie nad wyspą. Musi wykraść jajko fregaty i wrócić z nim na start. Przebieg akcji nieważny. Fregaty były wspaniałe.

10. Sieweczka krzykliwa, Charadrius vociferus ternominatus, Killdeer. Jak to sieweczka, dużo biega, dużo nawołuje, a ta ma jeszcze oczy jak spodki.

11. Lasówka szarogrzbieta, Setophaga dominica, Yellow-throated warbler. Widziałem ją tylko raz, czyściła piórka na szczycie palmy. Zdjęcia nędzne, bo wiało tak strasznie, że autofokus ostrzył wszystko poza ptakiem.

12. Lasówka złotawa, Setophaga petechia, Yellow warbler. Takie złotko w zaśmieconych krzakach nad morzem.

13. ? NEED HELP WITH THE IDENTIFICATION. ANYONE? 
Nie wiem co to za jeden, wygląda zupełnie jak nasz brodziec piskliwy, Actitis hypoleucos, kłopot w tym, że on za bardzo nie występuje na Kubie. Ale podobnie lata (nisko nad wodą, na łukowato wygiętych skrzydłach) i często potrząsa ogonem.

14. Piwik karaibski, Contopus caribaeus, Cuban pewee. Polował zupełnie jak muchołówka. Po ataku wracał zawsze na ten sam badyl.

15. Czapla śnieżna, Egretta thula, Snowy egret. Myślałem że to czapla nadobna, a tu całkiem nowy gatunek. W szacie godowej ma efektowne długie pióra opadające z tyłu głowy na grzbiet. Podekscytowana potrafi je nastroszyć.

DSC06741

16. Piaskowiec, Calidris alba, Sanderling. Jeden z kilku ptaków, która można spotkać również u nas. Najlepiej nad Bałtykiem, w sierpniu-wrześniu.

DSC06551

17. Drozd karaibski, Turdus plumbeus, Red-legged Thrush. W locie widać jasne pola na sterówkach. Pięknie śpiewa, zachowaniem chyba najbliżej mu do kosa.

18. Pustułka amerykańska, Falco sparverius, American kestrel. Bardzo kolorowa, poza tym zupełnie jak nasza pustułka.

Hawana. Rozległa, zasmrodzona spalinami, oblazła z farby, piękna.

19. Złocik kubański, Chlorostilbon ricordii, Cuban emerald. Mój pierwszy koliber. Lata jak ważka, trudny do sfotografowania, szybki, zwinny, a kiedy już przysiądzie, bardzo trudno go wypatrzeć wśród liści. Mały potwór, kiedy namierzy innego kolibra wściekle terkocząc rusza za nim w pogoń.

20. Lasówka szkarłatna, Setophaga ruticilla, American redstart. W pierwszej chwili myślałem, że ptaki należą do dwóch osobnych gatunków. Przepiękna para wybrała niestety najciemniejszy kąt parku.  Podczas pogoni za owadami często rozkładają wachlarzowo ogon błyskając tymi obłędnymi kolorami.

21. Lasówka złotogłowa, Seiurus aurocapilla, Ovenbird. Myślałem, że to jakiś drozd, może mała wersja śpiewaka, a to kolejna lasówka. Na Kubie zimuje, więc tu nie śpiewa, ale kiedy śpiewa (a jest wtedy gdzieś na wschodnim wybrzeżu Ameryki Północnej) brzmi trochę jak nasze świergotki.

22. Lasówka granatowa, Setophaga careulescens, Black-throated blue warbler. Rozpoznana z rysunku 🙂 widziana w parku w Hawanie. Wygląda tak

DSC06774i

Trynidad – miasto kilka kilometrów od brzegu Morza Karaibskiego. Europejskie ceny w restauracjach i slumsy poza starówką. Trynidad żyje wyłącznie z turystyki.

23. ? NEED HELP WITH THE IDENTIFICATION. ANYONE? 
Nie mogę sobie poradzić z tymi kormoranami. Wydaje mi się, że to kormorany rogate, Phalacrocorax auritus, ale jestem też prawie pewny, że widziałem tam też mniejsze, brązowe kormorany oliwkowe, Phalacrocorax brasilianus. Na oko te ze zdjęcia są mniejsze niż nasze.

DSC06739

24. Kubanik, Tiaris olivaceus, Yellow-faced grassquit. Rozpoznany z rysunku. Sfotografować się nie dał. Wygląda tak

DSC06774iii

25. Lasówka rudogłowa, Oreothlypis ruficapilla, Nashville warbler. Skryta jak cholera. Ile ja się nachodziłem i nacmokałem przy tym krzaka, to tylko ta lasówka wie. Nashville warbler, kocham ją za samą nazwę.

26. Widłogończyk antylski, Tachornis phoenicobia, Antillean palm swift. Mieszka w koloniach pod strzechami zrobionymi z palmowych liści. Bardzo szybki, niefotografowalny. Widziałem go na stacjach benzynowych. Wygląda tak

DSC06774iiii

27. Błotniak amerykański, Circus hudsonius, Northern harrier.  Szybko zniknął z pola widzenia, a mój aparat nie radzi sobie z latającymi obiektami. Leciał jak błotniak. Rozpoznany na podst. rysunku. Wygląda tak

DSC06774iiiii

Zwykły wpis
W terenie

Pirat morski pod Warszawą

Wydrzyk wielki, dawniej skua (bardzo lubię to pochodzące z języka farerskiego słowo). Żyje na północy, lubi skaliste wysepki na morzu z niewysoką roślinnością. Bardzo rzadko pojawia się na śródlądziu. Z zawodu jest rozbójnikiem, piratem, nęka inne ptaki – mewy, alki, kaczki, aż oddadzą mu swoją zdobycz. Zastraszona mewa zwraca ostatni posiłek, ale skua nie grymasi, zadowoli się i nadtrawionym śledziem. Wielkością przypomina mewę srebrzystą. Na wodzie wygląda niezgrabnie, pięknieje w locie, kiedy jasne pasy u nasady lotek wyraźnie kontrastują z czekoladowym wierzchem. I odwieczne pytanie: co przygnało tego ptaka na stawy rybne 15 kilometrów od granic Warszawy?

[edit]: na stawach była jedna czernica, poza tym żadnych kaczek. Na groblach pełno gilz po śrucie. Nawet po sobie nie sprzątają.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Zwykły wpis
puszcza białowieska

Puszcza wciąż woła o pomoc

Po trzech dniach w Puszczy wyjeżdżaliśmy z ciężkim sercem. Masakra trwa, pogoda coraz bardziej dotkliwa. W sobotę odwiedziliśmy zrąb na Wilczej Trybie, w III Strefie UNESCO. Nie wolno tu prowadzić gospodarki leśnej, nawet tzw. cięć sanitarnych, ale okorowane świerki już czekają na wywózkę. Wg. Michała Książka, który dobrze znał ten las gnieździły się tu m.in. sóweczka i dzięcioł trójpalczasty. Gatunki puszczańskie, związane ze starymi drzewostanami, wymienione w I Dyrektywie Ptasiej, wpisane do polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt. Póki co przejazd na miejsce wycinki jest blokowany przez aktywistów Obozu Dla Puszczy.

IMG_20171007_164709IMG_20171007_163020IMG_20171007_162452

Tak wyglądają koleiny po harwesterach. Jak można przeczytać w „Niezbędniku Edukatora” wydanym przez Lasy Państwowe, harwestery to „nowoczesne urządzenia i maszyny leśne”, które „są projektowane z troską o środowisko naturalne (biodegradowalne oleje, szerokie opony, długie żurawie)”.

IMG_20171007_162954IMG_20171007_163345IMG_20171007_162544

Ten świerk był za szeroki dla harwestera, ścięto go na wysokości ok. 2 metrów.

Następnego dnia, dla równowagi, poszliśmy do Rezerwatu Ścisłego. Przy okazji: przewodnik, pani Lucyna Żłobin ma serce po właściwej stronie i ogromną wiedzę – bardzo serdecznie polecam (link do jej strony na FB tu).
Rezerwat Ścisły to nietknięte sanktuarium, ale pomyślcie, że Wilcza Tryba leży zaledwie dwa kilometry od jego granic. Dzięcioł trójpalczasty, ryś, czy ponurek schneidera nie patrzą na jakieś kreski, które ludzie namazali na mapie…

IMG_20171008_123814

Ten świerk ma około 50 metrów wysokości.

IMG_20171008_125335

A tu staruszek, Dąb Jagiełły, wg. puszczańskiej legendy odpoczywał pod nim sam król. W rzeczywistości drzewo ma nie więcej niż 450 lat. Runęło w 1974 roku.

IMG_20171008_112850IMG_20171008_124301

DSC06127

Puszczańskie grzyby i śluzowce (pomarańczowe kulki – ruliki). O tej porze roku, przy deszczowej pogodzie obsiadają każdą leżącą kłodę.

Wspierajcie Obóz Dla Puszczy – wizytami, datkami, dobrym słowem. Obecnością! Aktywiści są poniżani, ciągani po sądach, siedzą na blokadach dniami i nocami (noce są chłodne i wilgotne). Znoszą to wszystko by hasło CAŁA PUSZCZA PARKIEM NARODOWYM wreszcie stało się ciałem. Pomóżcie!

 

Zwykły wpis
Dwanaście srok za ogon, w mediach

Nike Publiczności 2017

Kochani Państwo, bardzo dziękuję za słowa otuchy, za wszystkie trzymane kciuki, wysłane głosy i gratulacje,

Wczoraj, dziękując za Nike Publiczności zobowiązałem się do przekazania Nagrody na publiczną aukcję, z której dochód zostanie przekazany na wsparcie Obozu dla Puszczy. Chciałem powiedzieć więcej, chciałem powiedzieć dobitniej, ale głos mi się trochę załamał i powiedziałem tyle ile byłem w stanie.
Mam do siebie pretensje, mam wyrzuty sumienia, że nie mogę bardziej pomóc i że angażuję się za mało. Że za mało protestuję przeciw niepojętej dewastacji świątyni przyrody – Puszczy Białowieskiej. Dlatego gorąco i ze wzruszeniem dziękuję obrońcom Puszczy, ludziom niezłomnym, oddanym i bohaterskim. Ludziom lepszym i odważniejszym ode mnie. Ludziom gotowym znosić niewygody, poniżenia i prześladowania w imię hasła: Cała Puszcza Parkiem Narodowym!
Deptanie polskiej przyrody się skończy, bo głupie i podłe rządy nie są wieczne, a Ci co niszczą teraz Puszczę zostaną ukarani.
Aktywistki i aktywiści jeszcze raz bardzo, bardzo, bardzo Wam dziękuję.

Kiedy uda się uruchomić licytację poproszę Państwa o przekazywanie informacji o niej wszelkimi dostępnymi kanałami.
Serdeczności,

 

Zwykły wpis
przyroda miasta, W terenie, wisła

Malutka apokalipsa czyli burza nad Warszawą

Od kilku tygodni czytam na ornitologicznych listach o różnych wspaniałościach, które można zobaczyć na wiślanych łaszkach w okolicach Warszawy. O kilku gatunkach biegusów (w tym nigdy przeze mnie nie widzianym płaskodziobym), ostrygojadach (pięknych, brodzących ptakach z dziobem jak marchewka) czy rzadkim brodźcu pławnym. Do dziś byłem bezradny, bo nieobecny. W górach myślałem o tym, co tam jeszcze depcze wiślane błoto.

Koło 6 rano było już bardzo gorąco i pochmurno. Siewkowych najlepiej szukać na Wyspach Zawadowskich, ale bez samochodu trudno tam dotrzeć o świcie. Z Żoliborza to pewnie więcej niż godzina drogi. Pojechałem więc na dobrze znane miejsce na Bielanach. Wisła jest teraz bardzo płytka, bez trudu dostałem się na ławicę. Wśród kamieni leżały potrzaskane porcelanowe izolatory, oblepione glonami krzesła, dachówki i zupełnie nowa skrzynka po mandarynkach. W ciepłych, mulistych zatoczkach leżały setki piór, ryby rozpaczliwie machały do mnie płetwami nad powierzchnią wody. Gdzieś w Łomiankach szalała burza, a ja wypatrywałem ptaków. Były kwokacze, których płaczliwe głosy niosły się w porannej ciszy, kilka łęczaków drobiło między kamieniami. Piskliwce siedziały nieporuszone i patrzyły w napięciu jak brodzę po płyciźnie. Rodzina sieweczek przysypiała.

fot. łęczak, wrony i czubki głów kwokaczy, łęczak i sieweczki rzeczne

Na niebie śmigały jerzyki. Lada dzień ruszą do Afryki. Nad jedną z kałuż stanąłem oko w oko z kszykiem. Moje piwne oko i jego czarne oko. Jak dojrzała jeżyna. Cofnął się o parę metrów i czekał co zrobię. Sytuacja bez wyjścia. Wiedziałem, że w końcu odleci z pełnym pretensji okrzykiem : „kszyk, kszyk”.

DSC05850DSC05841

fot. kszyk

Tymczasem burza zamruczała jakoś nierealnie blisko. Na piasek spadło parę ciężkich kropli. Siedzenie na środku rzeki przestawało być zabawne, a z brzegów ulotnili się wędkarze. Jeżeli znad wody znikają wędkarze to znak, że czas zmykać. Z łęgu wyszedłem w zapadających ciemnościach (było po 7.00 rano), na moście Grota zapaliły się latarnie. Po 3 minutach byłem przemoczony do suchej nitki. W bramie pod domem, dwóch zadowolonych facetów rozpijało wódkę z kubków po jogurcie. Życzyli mi zdrowia.

DSC05865

Zwykły wpis
Dwanaście srok za ogon, gościnne występy, przyroda miasta

„12 srok” on tour

Nie ma nic smutniejszego niż porzucone blogi.
Wrócę na momencik do ciekawej przygody, która przytrafiła mi się w połowie lipca. Wziąłem udział w międzynarodowej imprezie pod nazwą Miesiąc Spotkań Autorskich. Czytałem fragmenty „12 srok” w Brnie, Wrocławiu, Ostrawie, Koszycach i Lwowie. Tam gdzie było to konieczne, na ścianie wyświetlano tłumaczenie. To był fragment o Jamesie Bondzie, który chyba przykleił się do mnie na wieki. Publiczność czesko-słowacka nie różni się szczególnie od polskiej, interesowało ją klasycznie: jakim ptakiem chciałbym być oraz jaki jest mój ulubiony ptak. Na Ukrainie rozmowa zeszła trochę w stronę tematów polityczno-historycznych. Wygłosiłem m.in. dość bełkotliwą mowę na temat „Henryk Sienkiewicz – mistrz opisów przyrody”, w której starałem się odwrócić uwagę od ukrainożerczej wymowy „Ogniem i mieczem”. Prawdę mówiąc moja przygoda miała charakter bardziej kulturalny niż przyrodniczy, ale starałem się znaleźć chwilę na szwendanie się po krzakach. Nie przygotowałem się do tego wyjazdu, po prostu szedłem do najbliższego parku. Aparatu zapomniałem, został telefon, dlatego zdjęcia będą umiarkowanie ptasie.

IMG_20170713_143447

W miastach środkowoeuropejskich trwało już w pełni dojrzałe lato. Ptaki milczały, za to świerszcze koncertowały na całego. Uderzyła mnie nieobecność krukowatych (w porównaniu do Warszawy!). Nigdzie nie widziałem wrony siwej, ani nawet gawrona. W Ostrawie podobno miały być kawki, ale ja ich nie wypatrzyłem. Gdzieś zaterkotała sroka, we Lwowie jak zwykle nie zawiodły kruki. Cudów jednak nie było. Park otaczający zamek Špilberk w Brnie jest letnim popołudniem dość martwy, ciekawiej było na miejscami dzikim, sąsiednim wzgórzu (Žlutý kopec), czasu miałem jednak niewiele. Z trudem uzbierałem koło 10 gatunków.

IMG_20170711_181901

fot. z lewej widok ze Špilberka

i relaksujący wodospad

Wrocław wydał mi się nie dość egzotyczny, darowałem sobie ptaki, szczególnie, że przez większość popołudnia padał deszcz.

Nieźle było w Ostrawie: polecam spacer ze starego miasta wzdłuż rzeki Ostrawicy na północ. Przy starych drzewach uwijały się muchołówki szare, na gałęzi zastygły podloty pleszki, z krzewów dobiegało „trtrtr” raniuszków. Bez trudu wypatrzyłem koło 20 pospolitych parkowych gatunków.

IMG_20170713_110537

fot. park w Ostrawie

Do Koszyc dotarłem późno, tu też odpuściłem poszukiwania dzikiego życia. To słowackie miasto zajmuje jednak ważne miejsce w moim ptasiarskim pamiętniku – to tu, przeszło 20 lat temu, obserwowałem po raz pierwszy dzięcioła białoszyjego (wtedy jeszcze syryjskiego). Rzuciłem okiem w tamto miejsce, ale usłyszałem jedynie szczebiotanie szczygła w koronie drzew. Ten pamiętny dzięcioł pewnie już dawno użyźnił słowacką ziemię.

IMG_20170715_073154

fot. taki widok miałem w Koszycach

Najciekawiej było we Lwowie, pewnie dlatego że dobrze znam to miasto i poradziłem się mieszkających tu znajomych. Poszedłem do Parku Znesinnya, który ma status parku krajobrazowego i położony jest na lesistych wzgórzach Kajzerwaldu (część miasta na granicy rejonu Szczewczenkowskiego i Łyczakowa). Park znajduje się pół godziny spacerem od centrum miasta i ma powierzchnię 312 hektarów (!). Mieści się w nim skansen, Szewczenkowski Gaj – tę nazwę trzeba wpisać w mapę google jeżeli chce się trafić na miejsce. Od świtu miasto dusiło się w upale, dlatego ptaki były mało aktywne, nie mam jednak wątpliwości, że w bardziej sprzyjających warunkach (np. wiosną) cały park trelowałby, krakał, kwilił i szurał liśćmi. Plątanina wydeptanych ścieżek oplata go gęstą siecią, ale wiele miejsc jest zupełnie nieuczęszczanych (co można poznać po wysokości rosnących tu roślin).

Nad niewielkim stawem zapoznałem refleksyjnego policjanta, który opowiadał mi o zwyczajach polskich tirowców (w trosce o najmłodszych zachowam tę opowieść dla siebie), a także zapoznał mnie z rodziną niepłochliwych kokoszek wodnych. A kiedy tak zachwycaliśmy się przyrodą przysiadł przed nami mój pierwszy w życiu, wymarzony paź żeglarz.

Park Znesinnya jest zbyt piękny by był prawdziwy, a takie piękno jest oczywiście szybko przeliczane na pieniądze. Nic dziwnego, że na ten teren pchają się deweloperzy. Deweloperstwo to stan umysłu. Oczywiście w parku ma powstać ekskluzywne osiedle dla bogaczy, dlatego na szczycie jednego ze wzniesień wyrosło obozowisko zorganizowane na majdanową modłę. Do lwowskich obrońców przyrody można się przyłączyć tu.

Zwykły wpis