ciekawostki

Pamiątka po trznadlu

Nałogowo, półświadomie gromadzę w domu pióra. Nie składam ich zwykle w jednym miejscu, „miejscu na pióra”. Nie opisuję, nie oznaczam, nie poświęcam specjalnie uwagi. Zwykle znajduję je roku za szafą, zaplecione w warkocz z psią sierścią, kurzem i topolowym puchem.
Ale tym razem było inaczej: na trawniku leżała kupka wyskubanego pierza, trochę drobnych, konturowych piór z piersi, sterówki, lotki. Pamiątka po śniadaniu krogulca. Ciała nie znaleźliśmy. Jakoś odruchowo uznałem, że czarno-biała sterówka należała do zięby. Kręci się ich sporo po parku, ciągle jeszcze wędrują nad Żoliborzem, bo słyszę codziennie ich nawoływania.

Zajrzałem do klucza „Jakie to pióro” Einharda Bezzela – do upolowania za 10 złotych na różnych Tanich Książkach. No i wyszło na to, że trznadel, mieszkaniec pól i łąk, zupełnie nie żoliborski, całkiem nie warszawski. Migrował nad naszymi głowami, rozmyślając o pszenicznych i kukurydzianych rżyskach. Ale myśli nie domyślił. Jedyną pamiątką po jego życiu będą te dwa piórka.

Reklamy
Zwykły wpis