W terenie

3 sensacje na godzinę

Nie doceniałem Kampinosu. Zawsze trafiałem na jakieś obrzeża – monotonne młodniki, nędzne drągowiny, nudne monokultury. Wprawdzie parę lat temu, przy okazji Rajdu Ptasiarzy z ekipą Horyzontów, zniosło mnie na jakiś fajny szlak, ale gdzie to było?
W zeszłą niedzielę, korzystając z pierwszego od paru miesięcy wolnego przedpołudnia snułem się rozkosznie obrzeżami Puszczy. Miejsca które na mapie wyglądały interesująco, trochę zawiodły. Ruszyłem zupełnie na chybił trafił, odbiłem w polną drogę i po kilkuset metrach wyjechałem na łąkę. Było już przed 10, powietrze drżało, a na niebie piętrzyły się cumulusy. Na snopie siedział duży ciemny drapieżnik, ale zbyt daleko żeby rozpoznać gatunek. Po chwili ptak wzbił się w górę i zatoczył koło tuż nade mną. Orlik krzykliwy jak z atlasu. Raptem 2500 par w Polsce i taki jeden godzinę jazdy od domu. Krążył, krążył, coraz wyżej i wyżej.

Wszedłem na łąkę i ułożyłem się za jednym ze snopów. Nie minęło kilka minut i orlik pojawił się zupełnie niespodziewanie 50 metrów od mojej kryjówki. Miałem wrażenie, że jest jakiś ciemniejszy i potężniejszy, ale ustawił się trochę pod słońce i był bardzo blisko – może to złudzenie? Zrobiłem trochę marnych zdjęć, nagrałem film.

Orlik był miłym zaskoczeniem, ale ja miałem nieśmiałą nadzieję, że zobaczę tu trzmielojada. Ten owadożerny drapieżnik jest znacznie pospolitszy, ale ja wyjątkowo nie miałem do niego szczęścia. I wtem (oczom nie wierzę), jak na zawołanie, na niebie pojawia się on – piękny samiec z szara, wyciągniętą kukułczo szyją. Jakby tego było mało trzmielojad rozpoczyna tokowy lot nad moją głową – ześlizguje się i wzlatuje, a na szczycie sinusoidy jakby zawisa na moment i klaszcze (!) na górze skrzydłami. Raz, dwa, trzy, cztery… osiem. Osiem razy.

Cała łąka tętni życiem, terkoczą zaniepokojone gąsiorki, w turzycach drapie derkacz. Między kwiatami uganiają się motyle. Takie cuda, takie dzikie, niezniszczone życie pod samym nosem stolicy.

22:05 oglądam zdjęcia w domu i zaczynam podejrzewać, że orlik ze snopka i ten, który wyskoczył parę minut później to jednak dwa różne ptaki. Przesyłam zdjęcia mądrzejszym kolegom.

Potwierdzenie dostaję w poniedziałek po południu. Drugi ptak to orlik grubodzioby. Najrzadszy orzeł, maksymalnie 20 par głównie w północno-wschodnich zakątkach kraju. Wymieniony z Zał. 1 do Dyrektywy Ptasiej, narażony na wyginięcie. Miłośnik niedostępnych, bagiennych lasów liściastych. Orlik znosi zwykle dwa jaja, ale z gniazda wylatuje tylko jedno pisklę. Starsze i większe atakuje młodsze i odbiera cały przynoszony przez dorosłe ptaki pokarm. To zjawisko nazywane jest kainizmem. Orlik grubodzioby jest jednak gatunkiem tak cennym, że słabsze pisklę bywa wybierane z gniazda, odchowywane w specjalistycznych ośrodkach i po osiągnięciu odpowiedniego wieku, wypuszczane na wolność. Może dla naszych ludzkich rozumów zachowanie młodych orlików jest paskudne, ale tu nie pomogą ośrodki wychowawcze. Oczywiście, jak zwykle w przyrodzie, drapieżnik nie uśmierca rodzeństwa ze podłości, ale po to by zwiększyć swoje szanse na przeżycie. 

Zwykły wpis
ludzie i ptaki

Żegnaj Antku

Nie żyje Antek Marczewski. Dominikanin, ornitolog, wieloletni pracownik Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków. Całym sercem oddany naszej przyrodzie. Niepowetowana strata dla polskiej ekologii ale i dla nas, wszystkich jego przyjaciół i znajomych. Dobry, jasny człowiek. Mądry. Szeroko uśmiechnięty. Niezmordowany w swojej popularyzatorskiej misji (przecież jeszcze tyle jest do zrobienia!). Miał dar lekkiego pióra, unikał naukowego żargonu – pisał o przyrodzie dla wszystkich. Pracowity i sumienny. Rzeczowy. Szalenie mi imponowało, jak wnikliwie wczytywał się w dzienniki ustaw, nowele rozporządzeń i wszystkie te papiery, po których nawet nie chciało mi się przebiegać wzrokiem. I w kilku zgrabnych zdaniach streszczał sens takim leniom jak ja. Zawsze w kwestiach prawno-ustawowo-urzędniczych polegałem na jego opinii – wyważonej i merytorycznej.

Głęboko wierzący, tą najpiękniejszą wiarą, która wynika z potrzeby duszy i nikomu nic nie narzuca. Bardzo mu zazdrościłem tego metafizycznego wsparcia.

Dziękuję Ci Antku za wszystkie wspólnie spędzone chwile. Za wspólne wyjazdy, za historię o ornitologu Bondzie, za mnóstwo poleconych książek i artykułów. W pamięci zostanie mi ta chwila jak miesiąc temu, po spacerze ornitologicznym na Plantach odprowadzam Cię do klasztoru. Żegnamy się jakoś tak długo i wreszcie znikasz za drzwiami a ja muszę biec w popłochu na pociąg. Mam nadzieję, że już spacerujesz po niebiańskich obszarach Natura 2000 i otwartych dla wszystkich rezerwatach.


I jeszcze informacja ze strony krakow.dominikanie.pl:
Pogrzeb śp. br. Antoniego Marczewskiego OP odbędzie się w piątek 15 lipca 2016r. w kościele OO. Dominikanów na Służewie w Warszawie.
O godzinie 15.00 odmówimy różaniec w kościele, o 15.30 zostanie odprawiona Msza św. pogrzebowa, po której odprowadzimy ciało br. Antoniego do grobowca zakonnego na cmentarzu przy ul. Wałbrzyskiej.

Zwykły wpis