Dwanaście srok za ogon

Internetowe recenzje „Srok” (ciągły update)

Anna Szumacher, Rzuć wszystko i chodź… na ptaki, http://szortal.com/

Tytułowe dwanaście srok odpowiada dwunastu rozdziałom książki. Na 165 stronach Łubieński zamieszcza teksty, będące same w sobie małymi arcydziełami literatury. Znajdziecie tu felietony i eseje, wspomnienia i reportaże, przedruki i wpisy z dziennika, a nawet recenzję naukową. Wrzucenie do jednego worka tylu form literackich może wydawać się ryzykowne, ale Stanisław Łubieński jest prawdziwym czarodziejem słowa, pokazuje, że nie tylko świetnie czuje się w tak odmiennych formach, ale też potrafi wykorzystać ich najmocniejsze strony, by opowiedzieć o tym, co go fascynuje.

Całość tu

Krzysztof Maczkowski, Dwanaście srok za ogon, krzysztof-maczkowski.blog.pl

Stanisław Łubieński w swojej książce „Dwanaście srok za ogon” czaruje właściwie od samego początku, od pierwszego rozdziału, który miał być zaledwie – mówiąc jego językiem – jego „listem referencyjnym”, czyli dlaczego on, dlaczego książka i dlaczego o ptakach, opisem jego zainteresowań ornitologicznych, początków, zawahań, odejść i neofickich nawrotów. Ileż piękna w tej książce, ileż niezwykłej wrażliwości! Ileż spostrzegawczości!

Całość tu

Magdalena Kurek, Kakofonia ptasich głosów, gloskultury.pl

Bezsprzecznie to  książka o największej pasji autora. Lekturze można oddać się w całości (jest spójna), jak również powracać do najciekawszych fragmentów. Jej dużą zaletą jest lekka narracja, która sprawia, że czyta się ją jednym tchem, bez względu na to, czy lubimy ptaki, czy też nie.

Całość tu

Wystarczy podnieść głowę, miastoksiazek.blox.pl

(…) sądzę, że nie trzeba interesować się ptakami, by znaleźć przyjemność w lekturze tej mądrej i pieknie napisanej książeczki. Pokuszę się nawet o taką konkluzję – jeśli mielibyście przeczytać tej wiosny tylko jedną książkę, złapcie „Dwanaście srok za ogon”. A potem podzielcie się swoimi wrażeniami w komentarzach.

Całość tu

Rafał Hetman, DWANAŚCIE SROK ZA OGON, STANISŁAW ŁUBIEŃSKI, czytamwszedzie.pl

Stanisław Łubieński tak pisze o swoim hobby, że czytelnik ma ochotę rzucić wszystko i iść na ptaki. Nie przesadzam. Książka ukazała się w odpowiednim momencie – na wiosnę, kiedy pogoda zaczyna sprzyjać spacerom, a na gałęziach w parkach i w lasach coraz głośniej słychać ptasie śpiewy. Nic tylko wyjść i obserwować.

Całość tu

Marcin Mroziuk, Amatorska ornitologia literacka, ksiazki.wp.pl

„Dwanaście srok za ogon” pozwala czytelnikom przekonać się, że obserwowanie ptaków może być naprawdę fascynującym zajęciem. W dodatku jest to naprawdę relacja z pierwszej ręki, gdyż Stanisław Łubieński sam jest przykładem osoby, którym zawładnęła ta pasja. Koniecznie trzeba zaznaczyć, że może być to ciekawa lektura nawet wtedy, kiedy nie jesteśmy specjalnie zainteresowani przyrodniczymi ciekawostkami (choć tych także tu nie brakuje), gdyż autor tropi ptaki nie tylko w ich naturalnym środowisku, ale również w malarstwie czy filmie.

Całość tu

Maja, recenzja przesłana mailem, autorka bloga Ptasim okiem

Bardzo ciekawa książka, którą polecam wszystkim tym, którzy już wcześniej interesowali się ptakami i tym, którzy pragną dopiero poznać świat tych zwierząt.
Autor opowiada o swoich obserwacjach i przeżyciach związanych z tymi interesującymi zwierzętami. Przedstawia również ciekawostki o ptakach i opisuje w skrócie swoją drogę życiową przeplatającą się z pasją. Książka zawiera interesujące fakty o malarstwie związanym z przyrodą, a także intrygujące historie literackie dotyczące ptaków z różnych stron świata. Aż trudno uwierzyć, że tylu artystów: malarzy, pisarzy i kompozytorów czerpało inspirację z przyrodnich obserwacji. Niektóre utwory muzyczne zawierają nawet ptasie trele! Ciekawa jest też historia Jamesa Bonda, którego imię i nazwisko autor słynnej powieści pożyczył od znanego ornitologa.
Na koniec autor pisze o zagrożeniach, które czyhają na te skrzydlate stworzenia. Niestety najwięcej niebezpieczeństw stwarza człowiek. To daje do myślenia.
To odpowiednia książka dla tych, którzy z jednej strony szukają książki o treści nieco naukowej, a z drugiej strony trochę przygodowej. Gdyby takie książki były omawiane na lekcjach, nikogo nie trzeba byłoby zmuszać do nauki, bo ta sama wchodziłaby do głowy.

(fotografia sroki – Michał Szczepański)

Zwykły wpis
Dwanaście srok za ogon

5/6 gwiazdek w „Polityce”!

Maciej Robert w nr 14/2016 „Polityki” napisał o „12 srokach” tak:

To zapiski ptasiarza-amatora, który dysponuje na tyle dużą wiedzą, by jego opowieści miały niezaprzeczalny walor poznawczy, a jednocześnie ma w sobie dość zapału, by jego teksty wręcz kipiały od emocji. Stanisław Łubieński ma także wyjątkowy dar pisania o tym, co zwykłe. „Dwanaście srok za ogon” nie jest książką o egzotycznych gatunkach – autor skupia się choćby na mieszkańcach miejskich parków, pokazując, że to, co bliskie, jest niesłusznie pomijane (…).

Zwykły wpis
Dwanaście srok za ogon, rozdziały

Bocian imieniem Stonelis

Rozdział 7/12: o bocianie. O ulubionym ptaku Polaków. Jego zwyczajach i miejscu w folklorze. A to wszystko przy okazji akcji liczenia bocianów (w ramach ogólnopolskiego spisu) w pewnej mazowieckiej gminie.

Stara legenda brzmiała mniej więcej tak: kiedy Pan Bóg stworzył świat, wszystkie osty, kleszcze i ludzi, i siódmego dnia odpoczywał, spostrzegł, że w jego idealnym ogródku mnoży się jakieś paskudztwo: oślizgłe płazy, gady i robale. Wszystko, co pełza, szoruje brzuchem po piasku, bliskie jest ciemności i diabłu. Człowiek też nie unosi się przecież nad podłogą, dlatego musi walczyć o swoje zbawienie. Zakasał więc Pan Bóg raz jeszcze rękawy, zszedł na ziemię i wyzbierał świństwo do worka. (Jakże tu nie wierzyć, że powstaliśmy na Jego podobieństwo – tak przecież lubimy wszystko porządkować po swojemu. Chabry, wrotycze, a szczególnie te bezczelne mlecze wytrujemy roundapem).

Ale nie traćmy z oczu dzieła Pana Boga. Plugastwo w worku przekazał zaufanemu człowiekowi i nakazał wrzucić je do wody. Utopić. Jak szczeniaki, które się tak bezmyślnie mnożą na wsi. Pan Bóg nie poznał się jednak, widać, na swoim stworzeniu, bo zaufany człowiek nie miał zamiaru tak szybko pozbyć się worka. „Śmieci Pana Boga to mogą być całkiem porządne śmieci!” – pomyślał i klepnął się z uciechy w udo, bo zwęszył interes. Rozsupłał sznurek, ale zanim zdążył wsadzić głowę do środka, z wora wypełzły wszystkie kumaki, traszki i zaskrońce.

Rozpełzło się to w trawie, a człowiek stał i patrzył z rozdziawioną głupio gębą. Pan Bóg się zdenerwował. „Od teraz do końca świata będziesz zbierał, durniu, co wypuściłeś” – powiedział i machnął ręką, a człowiek zamienił się w bociana. A właściwie w prototyp bociana, jeszcze obdarzony ludzkim głosem, dlatego zaczął protestować. Biadolił, powołując się na jakieś nieistniejące prawa i konwencje, ale Pan Bóg nie miał już do niego cierpliwości. Jeszcze chwila i byłoby po ptaku. „Bez sensu niszczyć coś, co się dopiero stworzyło”, pomyślał jednak Pan Bóg i postanowił, że zabierze bocianowi język. Od tego czasu ptak może tylko klekotać. Smutna to historia, bo wywodzi bociana od jakiegoś oślizgłego cwaniaka. Podobno, jak przekazał badacz folkloru litewskiego Ludwik Adam Jucewicz, na imię było mu Stonelis.

DSC06397

Zwykły wpis