Obrączkowanie

Wieści od starej znajomej

Zimą Szczęśliwice odwiedzają setki mew. Niektóre z nich mają na nogach obrączki z kodem alfanumerycznym. To dzięki nim możemy poznać trasy ich wędrówek. Najwięcej odczytów obrączek zdarza się w miesiącach zimowych, wiosną mewy znikają i prawdopodobnie lecą na tereny lęgowe gdzieś w Rosji. Rosji jak wiemy „rozumem nie obejmiesz”.

A tu zupełnie niespodziewanie, centrala obrączkarska donosi, że stara znajoma TAM8 lansuje się w Petersburgu. Odczytu dokonał Matthieu Dvorak, w zgłoszeniu jako dokładniejsze miejsce widnieje Peterhof. Czyżby zażywała kąpieli w słynnych fontannach carskiego ogrodu?

TAM8 zaobrączkował w Ełku w grudniu 2011 roku Michał Polakowski. Kod oczytał na Szczęśliwicach w 2013 Janek Rapczyński. Rok później ta sztuka udała mi się czterokrotnie. Kto wie, może TAM8 wychowała potomstwo gdzieś na spokojnej zatoczce Jeziora Ładoga? Albo na piaszczystej łasze w Zatoce Fińskiej? Ciekawe czy tej  zimy wróci na Ochotę?

mewa

Zwykły wpis
lista gatunkowa parku szczęśliwickiego

Zimorodek na Szczęśliwicach!

Już w maju, Pan Roberto (stały bywalec Szczęśliwic) mówił mi o zimorodku w Parku. Przyznaję, że patrzyłem podejrzliwie, bo niby skąd miałby do nas przylecieć ta szmaragdowa strzała.

Ale dziś muszę odszczekać swoje niedowiarstwo. Pan Roberto miał rację. Zimorodek śmignął mi przed oczami na wysokości West Side’u i skierował w stronę wierzbowej wyspy przy Włodarzewskiej. Tu wpadłem na zawodowca z dwiema wędkami, w ciemnych okularach i czapeczce „Polska”. „Panie, ja nawet nie wiem jak on wygląda” – odpowiedział zagadnięty o zimorodka. Co to za wędkarz, który nie wie jak wygląda zimorodek!?

Po chwili sam go zobaczyłem – zasadzał się na drobne rybki w kępie trzcin. Po kilku minutach spłoszył go jakiś facet płynący na dmuchanym bananie.

Zimorodek to numer 90 na naszej parkowej liście gatunkowej!

DSC00456

Zwykły wpis
gościnne występy

Legia, puszczyk i kuna

W sobotę, najbardziej upalny dzień lata wstałem o 4.20. Godzina do wschodu słońca i wciąż było gorąco, widać ziemia nie zdążyła ostygnąć przez noc.

Chciałem odwiedzić jeden mały rezerwat w okolicy, ale wyjechałem gdzieś indziej. Wydma, sterty śmieci, eternitowy dach, szklane butelki i ambona z wielkim napisem LEGIA. Skowronki borowe, zwane z niemiecka lerkami, które wyglądają jakby im ktoś oberwał ogony. „Pit-pilit” przepiórki z gęstej pszenicy.

DSC00350

Pokręciłem się bez szczególnych sukcesów, dopytałem ludzi czekających z mlekiem na skup. Przy drewnianym krzyżu skręciłem, podwoziem w dziurawej drodze przytarłem i wjechałem do lasu. Stara, opuszczona leśniczówka, TEREN PRYWATNY, w izbie ze starym piecem kaflowym siedział na drzwiach puszczyk. Zatoczył koło po pokoju i wyleciał przez wybite okno. Zgłębiłem się w las, bardzo ładny, stary grąd, miejscami prawie jak w Puszczy Białowieskiej. O 9.00 był już taki upał (nawet tu, w tym podmokłym, ciemnym lesie), że nic nie ćwierknęło. Orientacja mnie zawiodła, coś źle skręciłem i wychodzę raptem na jakąś wielką polanę. Z łąki zrywają się żurawie, klangorzą, a młody popiskuje. Piękna sprawa, ale tu miał być las. No nic, łudzę się, że zaraz za tą olszynką znowu wejdę między drzewa. Dochodzę do skraju a tu przede mną cholerna ambona z napisem LEGIA.

Wracam po śladach z tej niezbyt udanej wyprawy, a 100 metrów od samochodu, drogą truchta sobie kuna leśna, tumak. Przystaje, coś tam sobie węszy. I tak od krawędzi do krawędzi. Nasłuchuje. Na skrzyżowaniu leśnych dróg skręca w prawo i znika z pola widzenia. Widać, że korzysta z tej infrastruktury codziennie i słusznie, co będzie się przedzierać w gąszczu.

PS. Przez dwie godziny spędzone w podmokłym lesie zabiłem jednego komara. Komary to w tym roku wielka rzadkość. W ogóle zapomniałem jak wygląda meszka. Nie żebym jakoś tęsknił, ale godnie je zastępują te przeklęte gzy, dobrze że mają słaby refleks.

DSC00351

Zwykły wpis