inicjatywa lokalna, ptaki szczęśliwic

Nieudany remont

Trzy tygodnie temu z parku zniknęła nasza ścieżka edukacyjna „Ptaki Szczęśliwic”. Tablice były w naprawie, dostaliśmy informacje, że zostaną pokryte warstwą antygraffiti. Miały wyglądać pięknie, w końcu, po prawie 7 miesiącach, ma dojść do oficjalnego otwarcia ścieżki.

Niestety tzw. remont przeprowadzono niezgodnie z projektem i wykonana praca kwalifikuje się do reklamacji.

[edit 21.57: Zleceniodawca – dzielnicowy Wydział Ochrony Środowiska nie „odebrał” jeszcze prac od wykonawcy. Mamy nadzieję, że nie przyjmie takiej fuszerki].

– Tablice pokryte są słabej jakości naklejką. Nie jest to jak przewidywał projekt – nadruk UV na malowanej proszkowo płycie. Dodać należy, że wydruk jest fatalny, widać na nim paski, jakby w urządzeniu kończył się tusz.

DSC00090 DSC00094

– Naklejki przyklejone są byle jak, na wszystkich widać pęcherze powietrza. Z tablicy „śmieszka”, naklejka już się odkleja.

DSC03246 DSC03247

– Tablice umocowane są na stelażu nierówno i niechlujnie. Na wielu odstają nity.

DSC00097

– Tablice zakotwiczono w ziemi byle jak, wiele z nich się chwieje.

– Pomieszano rozmieszczenie połowy tablic. Konkretnie: grzywacz stoi  na miejscu kawki; kawka zamiast kwiczoła; kwiczoł zamiast kapturki; kapturka zamiast dzięcioła; dzięcioł zamiast grzywacza. A przecież plan ich rozmieszczenia nie był przypadkowy. Dlaczego ktoś postanowił go zmienić?
DSC00095

Zwykły wpis
moje pisanie, Uncategorized

O wróblu w Dwutygodniku

„Chrześcijaństwo zrobiło z chutliwego wróbla wspólnika diabła. Nie miał nic z orlej dostojności ani subtelnego wdzięku synogarlicy. Nie zachwycał śpiewem jak słowik. Bez przerwy ćwierkał i kotłował się w piasku z innymi wróblami. Skakał wokół samiczki z opuszczonymi skrzydłami i obscenicznie wyciągniętą szyją. Taki pospolity, przyziemny, co tu dużo mówić – chamski. Miejski proletariusz o chłopskim rodowodzie. „Krzykliwa hołota”, pisze o nim Mickiewicz. Powiązanie wróbla z księciem ciemności to była jednak jakaś nobilitacja”.
W najnowszym numerze Dwutygodnika mój tekst o wróblu. Zapraszam tu!

Zwykły wpis
ludzie i ptaki

„Ptaki” na Woli

W piątek, na stronie Gazety Wyborczej pojawiał się tekst Jakuba Chełmińskiego pod sensacyjno-histerycznym tytułem „Wrony atakują przechodniów na Woli. Są pierwsi ranni”.

Ptaki robią się coraz bardziej bezczelne. Atakują nawet dorosłych mężczyzn. Ofiarą padł już chyba każdy z moich sąsiadów. Ja sama też zostałam zraniona – opowiada nasza czytelniczka Magdalena Budzyńska.

Nie wiem jak inni czytelnicy, ale ja bardzo chciałbym się dowiedzieć jakiego rodzaju rany odniosła pani Budzyńska. Bo wyobraźnia czytelnika pracuje. „Zostałam zraniona” – a więc otwarta rana? Szwy? Temblak? Gips?

Agresywne wrony mają gniazdo na kasztanowcu rosnącym przy ul. Żelaznej, na wysokości budynku po nr. 103. O poważnych ranach na razie nic nie wiemy, ale mieszkańcy coraz bardziej się boją.
O proszę, a więc gniazdo, czyli „bezczelne” i „agresywne” wrony mają być może jakiś powód. Może ich ataki nie są takie irracjonalne? O poważnych ranach nic nie wiadomo – ale jak sugeruje pan Chełmiński, kto wie, może gdzieś w mieszkaniach konają poranieni przez wrony mieszkańcy. W każdym razie nawet jeżeli nie ma jeszcze poważnych ran to z pewnością za chwilę będą. Inni mieszkańcy żyją sterroryzowani.

W pobliżu znajdują się żłobek i przedszkole, kawałek dalej jest szpital położniczy św. Zofii. – Dziś byłam świadkiem, jak wrona próbowała zaatakować mamę z wózkiem. Boimy się wychodzić z domu – opowiada Magdalena.

Czytelnik przysypia, trzeba jeszcze postraszyć. Obok jest żłobek i przedszkole, a jeszcze dalej szpital położniczy – kto wie, może mordercze wrony zaatakują noworodki? Do bloku przy Żelaznej 103 do szpitala jest ponad 100 metrów, podobnie do żłobka (tu w dodatku drogę przecina blok Nowolipie 26A). Czy ktoś widział wrony atakujące mamy, dzieci i dorosłych mężczyzn poza okolicą feralnego kasztanowca? Czy prześladują całą okolicę?

Założę się, że wrona nie odróżnia mam od niemam. Singielek od mężatek. Nie był to więc umyślny atak na macierzyństwo. Wrona atakuje to co w jej przekonaniu zagraża jej pisklętom.

Skarży się, że nic nie dają interwencje w straży miejskiej. – Usłyszeliśmy: „Musicie nauczyć się z nimi żyć” oraz „Ptaki są w okresie lęgowym i nic się nie da zrobić”. To dość groteskowe, skoro już większość z nas boi się wychodzić z domu – mówi oburzona czytelniczka.

Zastanawiam się jaka reakcja Straży Miejskiej byłaby satysfakcjonująca dla pani Magdaleny? Odstrzał? Straż Miejska z kolei mogłaby poinstruować mieszkańców, że to straszne zagrożenie zaraz minie. Wrony odchowają młode i przestaną się interesować Żelazną 103.

Gdy nasz reporter pojechał w środę na miejsce, spotkał tam strażników miejskich z ekopatrolu i wrony, które akurat nie były agresywne, raczej bały się ludzi. – Podskakiwały tylko, mnie nie atakowały – mówi nasz lotny reporter Dariusz Borowicz, który na wszelki wypadek na spotkanie z ptakami poszedł w kasku.
Podskakujące ptaki to zapewne młode, które wyskoczyły z gniazda na kasztanowcu i dopiero uczą się latać. W takich przypadkach ich rodzice odganiają intruzów od potomstwa.

Artykułowi towarzyszy film, jak dzielny reporter w kasku zbliża się do młodej wrony prawdopodobnie w nadziei sprowokowania ataku. Niestety podlot tylko ucieka, a dorosłych nie widać w okolicy. Młoda wrona lata już całkiem sprawnie.

Potwierdza to Agata Antonowicz z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska: – Agresywne zachowania ptaków zazwyczaj obserwowane są w maju i czerwcu – jest to okres wyprowadzania piskląt z gniazd. Młode osobniki w tym okresie uczą się latać, często przebywają na ziemi, a dorosłe ptaki postrzegają ludzi, którzy znajdą się w sąsiedztwie młodych, jako zagrożenie dla swojego potomstwa.
Przyznaje też, że takich zgłoszeń w Warszawie jest więcej i dotyczą zazwyczaj gatunków krukowatych.

Pani Agata bardzo rzeczowo wyjaśniła o co chodziło wronie. Po co więc pan Chełmiński postanowił postraszyć całą okolicę ze żłobkami, przedszkolami i szpitalami?

Monika Niżniak radzi w miarę możliwości unikać miejsc gniazdowania wron. Ale co zrobić, gdy gniazda są tuż nad wejściem do budynku? Według przepisów w okresie lęgowym nie można ptaków płoszyć, łapać ani przenosić, ale są wyjątki od tej zasady. Należy złożyć wniosek o odstępstwo od zakazu w Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Powinni to zrobić zarządca budynku lub wspólnota mieszkaniowa.

Ludzie, ten problem trwa jakieś 3 tygodnie w roku. Czy naprawdę musimy niszczyć, płoszyć i przenosić? Nie mieszkamy w mieście sami, żyją tu również zwierzęta. Starajmy się znaleźć jakieś rozsądne wyjście z sytuacji, a nie straszyć wizją z filmu Hitchcocka.

Propozycja: kto się czuje zagrożony, niech zabiera ze sobą mały, składany parasol. Może otworzyć go przy wyjściu z klatki i przejść w bezpieczne miejsce, pewnie za róg budynku. Tu parasol nie będzie już potrzebny.

A tu link do tekstu z GW

Zwykły wpis
inicjatywa lokalna, ptaki szczęśliwic

Sprawa trzciniaka

Zadzwonił do mnie pan Zbigniew:

„Była taka sytuacja. Siedziałem na ławce koło tablicy z trzciniakiem i był tam obok wędkarz (zresztą bardzo miły jak trochę pogadaliśmy). W końcu zaczął się zbierać i rzucił chleb w trzciny. Mówię mu, że głupio zrobił, bo ptaki straszy, a on na to, że to właśnie dla ptaka. Trzciniak odleciał, widziałem, i mnie niepokoi, że gniazdo mogło zostać zniszczone. I z tego względu bym prosił, żeby Pan przestawił tę tablicę, bo wskazał Pan gniazdo i jakiś idiota może zniszczyć”.

Moja linia obrony brzmiała mniej więcej tak:

  1. Po pierwsze na tablicy nigdzie nie jest napisane, że obok jest gniazdo (moim zdaniem w tym miejscu akurat go nie ma, a zresztą trudno, żeby tablica z trzciniakiem stała na szczycie Górki). Po drugie nigdzie nie jest napisane, żeby rzucać trzciniakowi chleb. [Ptaków w ogóle nie powinno się karmić chlebem. Trzciniaka w szczególności, bo on akurat żywi się owadami].
  2. Chcieliśmy pokazać mieszkańcom Szczęśliwic, że nie każdy ptak to wróbel, a taka wiedza zwykle przynosi więcej pożytku niż szkody. Mam nadzieję, że przynajmniej kilka osób dowiedziało się o istnieniu trzciniaka, niektórzy pewnie zwrócili uwagę jak wydzierał się z wierzchołków trzcin. Być może informację przekażą dalej. Z jakiegoś powodu wydaje mi się, że nie wszyscy ludzie są kretynami, którzy chcą niszczyć wszystko na swojej drodze.
  3. Na szczęście ptaki w miejskim parku nie są tak płochliwe jak ich pobratymcy z dzikich jezior, bagien czy lasów. Szczęśliwickie trzciniaki, codziennie, dziesiątki razy chowają się przed wędkarzami, przed piwkującymi w okolicy panami i paniami, przed spacerującymi psami. I mimo to przylatują do nas co roku. Taki incydent raczej nie wystraszyłby śmiertelnie ptaka, który zdecyduje się uwić w takim miejscu gniazdo.
  4. Jeżeli komuś zależy na tym, żeby chronić ptaki na Szczęśliwicach to niech zwraca uwagę na notoryczne wycinanie trzcin w okresie lęgowym. Robią to wędkarze. A wędkarze jak to ludzie – jedni tacy (do rany przyłóż), inni śmacy (łby baranie). Miejscowe koło PZW twierdzi, że wandale to akurat niezrzeszeni, a nad nimi nie ma żadnej kontroli.
  5. Zupełnie technicznie: ja tablicy nie stawiałem, więc też wyjąć jej nie mogę. Zrobiła to prywatna firma na zlecenie Urzędu Dzielnicy. My zrobiliśmy projekt i złożyliśmy wniosek o jego realizację. Dodam jeszcze, bo chyba warto, że była to społeczna inicjatywa i nie dostaliśmy za nią ani grosza.

Rozmowa była dość długa, momentami mało uprzejma, ale w końcu znaleźliśmy nić porozumienia. OBAJ LUBIMY PTAKI I CHCEMY, ŻEBY MIAŁY SPOKÓJ. Ostatecznie umówiliśmy się na wspólny spacer.

Zwykły wpis
nietypowe miejsca gniazdowania, psi wybieg, zieleń miejska

Dziki zakątek

W sobotę odwiedziliśmy z ornitologiem Pawłem Pstrokońskim tzw. dziki zakątek Pola Mokotowskiego. Istnieniu tego cennego przyrodniczo obszaru zagraża planowany przez miasto psi wybieg.

Postanowiliśmy zmapować gniazda żyjących tu ptaków. Paweł prowadził w tym miejscu warsztaty dla dzieci, więc miał już pewne rozeznanie w sytuacji. Ja z kolei pamiętałem kilka miejsc z kwietniowych wizyt. Mimo że pora jest dość niesprzyjająca (liście zasłaniają korony drzew) udało nam się zaznaczyć aż 17 pewnych, tegorocznych gniazd. To doskonały wynik jak na tak niewielką powierzchnię (prawdopodobnie jest ich tam znacznie więcej).

Znaleźliśmy gniazda kwiczoła (8), bogatki (2), modraszki (2), szpaka (2), wrony siwej (2) i jedno nieoznaczone. Większość z nich znajdowała się na najbardziej pogardzanych przez miejskich dendrologów gatunkach – drzewach owocowych i klonach jesionolistnych. Może dla urzędników są mniej cenne, ale dla ptaków wydają się idealne. Klony jesionolistne i drzewa owocowe w dzikim zakątku mają wiele naturalnych dziupli.

A to chyba najciekawsze – gniazdo kwiczoła, mniej niż metr nad ziemią, zbudowane na wrośniętym w drzewo słupku.

fieldfare nest

Zwykły wpis